Ostatni wpis na blogu pojawił się…. dawno. W 2024 był tylko jeden, potem w 2023 tylko 11 wpisów. Już wtedy publikowałam nieregularnie. Miałam plany, żeby co jakiś czas coś wrzucać, ale przy tylu innych projektach blog zszedł na dalszy plan. Aż w końcu poczułam silną potrzebę powrotu. Bo to właśnie tutaj wszystko się zaczęło. 14 lat temu opublikowałam swój pierwszy wpis. I naprawdę byłoby szkoda tak po prostu zakończyć tę historię. Zatem czas na… wielki powrót!

Instagram jest świetny, ale tam wszystko dzieje się w tempie błyskawicy: tu i teraz, znika po 24 godzinach. Nic dziwnego. Ludzie nauczyli się żyć szybko. Nie czytają opisów, patrzą na zdjęcie, rolkę, przeklikują, idą dalej. Blog jest inny. Tutaj treści zostają. Ktoś powie: „przecież teraz nikt już nie czyta blogów”. Może i nie… a może jednak znajdzie się garstka osób, które będą tu zaglądać. Dla mnie to i tak świetna forma pamiętnika. I bardzo chcę wrócić do regularnego pisania (nawet jeśli nikt tu nie będzie zaglądać).

Co się zmieniło w moim życiu od czasu, gdy systematycznie prowadziłam bloga? Mnóstwo! Ciągle przechodzę ogromną przemianę. Jestem zupełnie inną osobą niż rok temu. Ba! Nawet niż dwa lata temu. Nie ma już tej „starej” Pauli, zbyt wrażliwej, zbyt emocjonalnej. Dziś jestem tą Paulą, która wciąż ma w sobie empatię i nutkę romantyzmu, ale jednocześnie twardo stąpa po ziemi. Nauczyłam się pracować nad emocjami, które mi nie służą. Wiem, co robić, żeby iść do przodu i walczyć o swoje. Zawsze to wiedziałam, ale dopiero dzięki terapii, którą rozpoczęłam w tym roku, poukładałam sobie wiele spraw w głowie.

Ten rok w ogóle jest dziwny. Zaczął się tragicznie, pierwsze dwa miesiące były potwornie ciężkie. Ale później zaczęły się dziać rzeczy zaskakujące i piękne: kupno działki, niezapomniana rocznica ślubu, kilka zawodowych zmian, przygotowania do nowego biznesu (o którym niedługo Wam opowiem)… i jeszcze więcej! Dziś czuję, że jestem gotowa na dużo więcej. Czuję, że druga połowa roku będzie sztosem. I naprawdę jestem na to gotowa!

A co jeszcze się zmieniło? Oczywiście Luna! Od prawie dwóch lat jest z nami nasz wymarzony pies, na którego czekaliśmy bardzo długo: aż nasz styl życia trochę się unormuje. I w końcu się udało. Luna wniosła do naszego życia ogrom radości i energii, a przy okazji nauczyła nas, co w życiu liczy się najbardziej. Ale o tym opowiem Wam w kolejnym wpisie. Chcę poświęcić go właśnie jej, rasie, którą wybraliśmy, i całej tej naszej psiej przygodzie.

Dziś zostawiam Was z tym krótkim „powitalnym” postem. Wracam! Mam nadzieję, że tym razem na dobre. Już w poniedziałek zaproszę Was na wpis o naszej rocznicy ślubu. Pokażę tam zdjęcia, których nie widzieliście nawet na Instagramie. Więc, jak widzicie, naprawdę warto być tu ze mną. Nie tylko na Insta, ale i na blogu!

STAY TUNED!